Są to kryteria nie dość ostre. Natężenie cierpień fizycznych, a zwłaszcza moralnych, zadawanych ofierze przez sprawcę, jest zależne od osobowości ofiary, od subiektywnego ich odczuwania przez nią, jest więc zróżnicowane. Toteż niektórzy autorzy (Andrejew, 1970) sugerują, by uznawać działanie sprawcy za szczególnie okrutne wówczas, gdy ta siła fizyczna przezeń stosowana znacznie przekracza intensywność oporu stawianego przez ofiarę. Nie jest to stanowisko godne akceptacji, nie chodzi przecież o dysproporcję między napaścią a obroną. Z pamiętnika, o którym przed chwilą była mowa, dowiadujemy się, że niektórzy młodociani gwałciciele bili swoje ofiary, zmuszając je do stawiania oporu, bo to potęgowało ich rozkosz posiadania, przeżycia sadystyczne itp.

Drugą postacią kwalifikowaną zgwałcenia jest tzw. gwałt zbiorowy. Kodeks mówi o działaniu wspólnie z innymi osobami, co oznacza uczestnictwo co najmniej trzech osób w gwałcie. Na tle tego sformułowania wyłoniły się spory i wątpliwości natury prawniczej, interpretacyjnej. Wspólne, tj. równoczesne, gwałcenie tej samej kobiety przez trzy osoby jest nawet od strony biologicznej nie do pomyślenia (nawet gdy jeden osobnik odbywa normalny stosunek, drugi in ore, trzeci per anum), zresztą wtedy i tak będzie to działaniem ze szczególnym okrucieństwem. Toteż powstaje pytanie, na czym ma polegać udział poszczególnych uczestników gwałtu, aby ich skazać za gwałt zbiorowy. Wychodząc z konstrukcji prawniczej współsprawstwa, mającego polegać na tym, że każdy ze sprawców wykonuje niejako tylko „fragment” przestępstwa, niektórzy (Rajzman, 1948) sądzą, że przy stosunku płciowym takie współsprawstwo jest raczej wykluczone, bo każdy sprawca wykonuje czyn przestępny w całości.

Dodaj Komentarz